Gdy jeździectwo jest rodzinną pasją, czyli rozmowa z siostrami von Mauberg

Dodano:2021-01-02
Kategorie:Inspiracje | Wywiad

A trzy

Koński Świat - Czy konie to temat każdej Waszej wspólnej kolacji?

Aurelia, Konstancja i Wiktoria razem  - Tak! - śmieją się wszystkie

A – To prawda, bo kolację w tygodniu jemy przeważnie razem. To jedyny czas, kiedy cała rodzina jest w komplecie.

K - Bo w weekendy bywa różnie, często jedna z nas jest na zawodach…

A - Rozmawiamy oczywiście na różne tematy, ale często o koniach.

K - Niestety, przeważnie musimy szybko kończyć tę rozmowę, bo nasi dwaj bracia zaczynają się denerwować. Nie jeżdżą, więc ich to nie interesuje.

W - Ale jak tylko kończymy kolację, to znowu zaczynamy.

A - Po prostu analizujemy razem nasze treningi, nasze przejazdy na zawodach i dajemy sobie nawzajem rady.

 

KŚ - A jak wygląda Wasz dzień?

K - Przed pandemią nasze dni wyglądały podobnie. Rano szłyśmy do szkoły lub na uczelnię, a później szybko na trening, żeby wrócić do domu i się jeszcze wieczorem pouczyć. Tylko Aurelia w zeszłym roku jeździła na trening na 4. rano…

 

KŚ - Na którą???

A - Jeździłam na 4., żeby móc być o 8. w szkole, a potem uczyć się do matury.

 

KŚ - A Ty jak sobie radzisz ze studiami i treningami, Konstancjo?

K – Ja właśnie skończyłam studia. Teraz, podczas pandemii, najczęściej wychodzę do stajni koło 13-14 i wracam wieczorem, ale Aurelia ciągle woli jeździć rano. Wychodzi z domu o 5. i wraca około 11. na swoje zajęcia online.

A – Nie mogę inaczej. Oczywiście, czasem mnie nie ma, jestem za granicą, bo tam studiuję.

 

KŚ – Co studiujesz?

A - Dostałam się na biomedycynę.

 

KŚ – Gratulacje! I to w tym samym roku, kiedy zdobyłaś Mistrzostwo Polski Młodych Jeźdźców! Wielki wynik! A Ty, Wiktorio? Kiedy masz treningi jeździeckie?

W - Ja jeżdżę do stajni na trening po swoich lekcjach, które mam online, tak około 16-17. Mama mnie zawozi.

K - Ale jak tylko ma jakieś odwołane lekcje, to pędzi do stajni, aby pomóc swojemu trenerowi jeździć konie! (śmieje się) Trzeba też dodać, że każda z nas jeździ w innej stajni: ja stoję w Largo i trenuję z Markiem Wacławikiem, Aurelia w prywatnej stajni koło Mińska Mazowieckiego i trenuje z panią Iloną Janas, a Wiktoria w stajni swojego trenera, w centrum Warszawy, u pana Pawła Kalicińskiego.

 

KŚ - Jak każdy jeździec, macie mało czasu, a dużo rzeczy do zrobienia. Która z Was jest najlepiej zorganizowana?

Aurelia wskazuje głową na Konstancję – mów Ty!

K - Najlepiej z nas jest zorganizowana Aurelia, a najgorzej Wiktoria. Aurelia jest lekkim maniakiem kontroli (śmieje się). U niej bardzo rzadko występują momenty stresowe, bo u niej wszystko jest wcześniej zaplanowane… (Aurelia kiwa głową) Jej dni zazwyczaj wyglądają tak samo, ma swoje małe rytuały. Bardzo angażuje się w jeździectwo, w naukę i bardzo uważa na swój wygląd. Jej strój jeździecki jest bardzo dopracowany.  Lubi, gdy wszystko jest perfekcyjnie zrobione.

A – Nie przesadzaj z tą perfekcją ..

K – No, nie przesadzam. Zresztą można zobaczyć, że na zawodach Twoje konie zawsze idealnie wyglądają, a Ty jesteś pięknie ubrana.

A – Bo to ujeżdżenie! A poza tym – Aurelia uśmiecha się do nas– mam wymarzoną jaskółkę z linii Revolution Cavalleria Toscana, super wygodny frak, po prostu jak druga skóra! Mogę się skupić tylko na przejeździe.

K - No, tak.


AA Jaskółka

KŚ – A jak sobie radzi Wiktoria?

K - Wiktoria jest przeciwieństwem Aurelii (Wiktoria robi minę).

Aurelia zwraca się do najmłodszej siostry -  Tak, ciągle coś zapominasz i wszystko gubisz. Wiki ma naprawdę szalony charakter. No i trudno jej się skupić na jednej rzeczy. W stajni musieli nawet przykleić jej kartkę na pace, żeby nie zapominała chować ice-vibów, bo często zostawiała je w żłobie swojego kucyka…

W – To prawda (nie widać, żeby Wiki się tym przejęła)

A - Mama musi ją jeszcze pilnować na każdym kroku, chociaż Wiki potrafi sama wszystko zrobić, wyczyścić, osiodłać konia.  A prawdziwe momenty stresowe występują u Wiki wtedy, gdy musi się spakować na zawody! To strasznie długo trwa. Mimo, że jest to okropnie denerwujące, to ciężko się na nią wściekać, bo zawsze jest bardzo pogodna i uśmiechnięta. A Konstancja jest jakby pośrodku mnie i Wiktorii. Jest z nas najbardziej nieśmiała i bardzo spokojna. Chyba ma też największą pasję do jeździectwa i nie wyobraża sobie życia bez koni. Poza tym ona miała z nas najtrudniej. Wtedy, kiedy zaczynała jeździć, nasza mama nie miała doświadczenia w jeździectwie i raczej nie znała się na koniach. Biedna Kocia, jako pierwsza z rodziny, musiała uczyć się na bardzo trudnych koniach. Ale z drugiej strony, może to i lepiej, bo te konie nauczyły ją bardzo dobrze jeździć.

 

KŚ – Jesteście bardzo ze sobą związane, uprawiacie ten sam sport, jak to się zaczęło?

A do K – Mów pierwsza, Ty to zaczęłaś… (śmieje się)

K - Jak miałam 8 lat, w jakąś niedzielę rodzice zawieźli mnie i mojego starszego brata do stajni naszej bliskiej znajomej, pani Hani Gromnickiej. Wtedy pierwszy raz wsiadłam na kucyka. Pani Hania prowadzi naukę jazdy konnej także dla małych dzieci. Kucyk nazywał się  Macik i tak mi się to spodobało, że zaczęłam regularnie przyjeżdżać na treningi. Dość szybko zdałam brązową odznakę, a potem już poszło...

 

KŚ – A pierwszy własny koń?

K - Pierwszego konia kupiłyśmy, jak już przeprowadziłyśmy się do stajni pana Jana Ratajczaka. To był piękny, siwy Meteor, koń o naprawdę wielkim sercu. Dość szybko dołączyła też do naszej rodziny kucynka Koekoekshof Mariska. Teraz jeździ na niej Wiktoria.

 

KŚ – Wszystkie jeździłyście na niej?

A – Pewnie, ja odziedziczyłam ją wprost po Konstancji. Wtedy jeszcze jeździłam skoki, dopiero potem zaczęłam ujeżdżenie… Ale i ja zaczęłam jeździć u Pani Hani, miałam wtedy 7 lat, tylko że na takim małym shetlandzie, nazywał się Morusek. Zresztą Morusek jeszcze żyje, ma ponad 30 lat i jest ciągle u Pani Hani, na zasłużonej emeryturze w stajni Nanfan.

 

KŚ – Pierwsze konie zawsze się pamięta…

A - O, tak! (śmieje się) Potem przeprowadziłyśmy się do Pana Ratajczaka i jeździłam na Asiorku, na którym zdobyłam swoje pierwsze medale. Asior był dość niegrzecznym kucykiem. Jak mnie zrzucił na rozprężalni, to wiedziałam, że wygram zawody! A na pięknym siwym Aresie pojechałam pierwszą Cavaliadę Future! Wtedy, w 2013 roku, było nas tylko trzech zawodników. Ares nigdy nie widział takiej wielkiej hali i tak się przestraszył, że w ogóle nie chciał skakać… (znowu się śmieje) Dopiero później odziedziczyłam po mojej siostrze Mariskę.

 

KŚ – A Ty, Wiki?

W – Ja nie pamiętam życia bez koni. Od kiedy się urodziłam, to przebywam w stajni. No, co się śmiejecie … Pamiętam, że strasznie chciałam trenować, tak jak moje siostry, z panią Kasią i panem Jankiem Ratajczakiem, ale mama mówiła, że zacznę dopiero wtedy, jak skończę 5 lat. I w dniu moich 5. urodzin poszłam na swój pierwszy trening. Ale byłam dumna!

K - Jak wzięła udział w pierwszych zawodach “Pony Games” w Aromerze, to nawet nie miała odpowiedniego stroju. Mama ubrała ja w marynarkę brata, białe spodnie i czarne kalosze! (uśmiechają się wszystkie)

W – Ale brązową odznakę zdałam, jak miałam 8 lat!  I od razu pojechałam na HPP do Leszna na Mango, takim łaciatym kucyku..

 

KŚ – Wiki, Ty na razie musisz liczyć na pomoc mamy, bo Konstancja i i Aurelia już jeżdżą do stajni same...

W – No, ja jeszcze tak.

A – Mama nam zawsze bardzo dużo pomagała. I dalej to robi. Jeździ z nami na zawody, żeby nas wesprzeć, ale też po to, żeby nam pomóc, tak fizycznie coś zrobić. Czasami nawet zawozi nam też konie.

 

KŚ – Czyli ma prawo jazdy na przyczepę?

A -Tak, jak wielu rodziców jeżdżących dzieci.  Teraz, gdy my z Konstancją mamy już prawo jazdy, to mama trochę odetchnęła. Przedtem musiała wozić nas do trzech różnych stajni.

K - Mama jest niesamowita, jest dla nas prawdziwym mentorem, takim, jakiego powinien mieć każdy profesjonalny zawodnik. Gdy mamy słabsze treningi albo gorzej nam pójdą zawody, to zawsze nas podnosi na duchu! Jest niezawodna!

A - Mama zajmuje się również sprawami organizacyjnymi, zamówieniem paszy dla koni, ale też pilnowaniem terminu kowala, szczepień itd. Bardzo dużo zawdzięczamy naszej mamie, bo tak naprawdę, to gdyby nie ona, nigdy byśmy nie miały takich wyników!


A mama

KŚ – Pożyczacie sobie ubrania?

A - Pożyczanie sobie ubrań to raczej delikatna sprawa… (śmieje się)

K – Czasem musimy się pokłócić, jak to z siostrami bywa. Ale nie zawsze, pożyczamy sobie przecież bluzki konkursowe, ponieważ nosimy podobny rozmiar. Niestety, z bryczesami już tak nie możemy zrobić, bo każda z nas jest inna. No i mamy spodnie z różnymi lejami, Aurelia, ujeżdżeniowiec, bryczesy tylko z pełnym lejem, ja do skoków z lejem kolanowym. Często robimy tak, że jedna weźmie jedną bluzkę, druga inną bluzkę, po to, żeby się następnym razem wymienić.

W - Konstancja i Aurelia mogą też tak robić z butami.

Aurelia śmieje się do Wiktorii - Już niedługo! Najgorzej, gdy jedziemy w tym samym czasie na zawody, bo jedna z nas weźmie koszulę startową, którą druga chciała wziąć, no i wtedy kłótnia. Na szczęście nic się z tymi rzeczami nie dzieje, nawet jak są na okrągło używane i ciągle prane, bo to koszulki Cavalleria Toscana. Jesteśmy fankami tej marki.

K - Nawet Wiki poluje na koszulki startowe CT!

W - Ale mam już swój własny frak Cavallerii, w końcu urosłam na tyle, że mogę w nim startować…

K - Zamęczała o niego mamę… (śmiejemy się wszyscy)

 

(Salon Koński Świat ma od niedawna w ofercie bryczesy i koszule konkursowe dla juniorów marki Cavalleria Toscana, Wiktoria czekała jednak na najmniejszy damski rozmiar fraka CT, przyp.KŚ )

 

KŚ – Na jakich koniach teraz trenujecie?

K – Mój koń podstawowy nazywa się Gaphira. Jest to 8-letnia klacz po Diamant de Semilly i Mr Blue. Kupiłyśmy ją w Francji. Jest malutka, ma 162 cm w kłębie, ale jest zwinna i szybka. Ma bardzo gorący charakter i wielkie serce do skoków. Jeżdżę na niej średnie rundy, ale plan jest taki, żeby zacząć powoli na niej startować w dużej rundzie.

 

KŚ – A Twój poprzedni koń? Masz go jeszcze?

K – Tak, to 12-letnia klacz Follow Me, którą mam od 8 lat. Ma ogromną siłę, ale niestety bardzo stresuje się na zawodach.


A Konstancja

KŚ - Jeździsz codziennie?

K - Właśnie skończyłam studia, więc staram się jeździć do moich koni codziennie. Jak nie wsiadam, to biorę je na lonżę lub na spacer w ręku. Staram się też o nie bardzo dbać, bo je lubię! Robię im różne zabiegi rehabilitacyjne, żeby się zregenerowały po zawodach. Często przyjeżdża do nas Pani Maria Heydel i robi im terapię zmiennym polem magnetycznym Biomag Vet. Pani Maria jest specjalistką w tej dziedzinie, a poza tym jest też znajomą naszej rodziny. Ufam jej i widzę, że ta terapia dobrze na nie działa. Regularnie też przyjeżdża osteopata i masażystka.

 

KŚ – A Twoje konie, Aurelio?

A – Ja jeżdżę na kucyku i na koniu. Kucyk to piękny 10.letni czarny książę, Coednewydd Pepsi, na którym zaczęłam swoją przygodę w ujeżdżeniu. To na nim pojechałam pierwsze międzynarodowe zawody, zostałam powołana do Kadry Narodowej i zaliczyłam pierwsze Mistrzostwa Europy w Bishop Burton w 2018 roku. Niestety, już nie mogę na nim startować, bo jestem za stara! Pepsi jest na sprzedaż i jestem pewna, że przyniesie dużo radości i wiele sukcesów nowej młodej zawodniczce.


KŚ – Lub zawodnikowi…

A - No, tak, oczywiście, chociaż ujeżdżenie trenuje więcej dziewczyn. Ale mnie zależy, by ktoś nim się dobrze opiekował…  Jest naprawdę wyjątkowym kucykiem!

 

KŚ – A Twój medalowy koń, na którym zdobyłaś Mistrzostwo Polski MJ? I to podwójnie!

A - Mój koń podstawowy to 9. letni Diamo Dream, którego kupiłyśmy od Helgstrand Dressage w Danii. Ma piękne chody, ale jest bardzo gorący. Jechałam już na nim dwa razy ME w kategorii juniorów, we Włoszech w 2019 roku i na Węgrzech w 2020 roku. Wygrałam również MP i HPP Juniorów, no i w tym roku udało mi się, mimo matury, wygrać w kategorii Młodych Jeźdźców. Jako członek Kadry Narodowej na 2021 rok mam plan pojechać kilka zawodów międzynarodowych, w tym - jeżeli się uda - ME w lipcu w Hiszpanii.

 

KŚ – A jak Ty dbasz o swoje konie? Czy konie ujeżdżeniowe klasy Grand Prix potrzebują czegoś szczególnego?

A – Pewnie, konie ujeżdżeniowe na każdym poziomie potrzebują szczególnej opieki, bo wbrew pozorom ciężko pracują i mają duże obciążenia! Do moich koni przyjeżdża często nasz weterynarz, który sprawdza, czy wszystko jest w porządku i działa, jeżeli jest taka potrzeba. Regularnie stosujemy też terapię zmiennym polem magnetycznym, którą kupiła dla naszej stajni moja trenerka.

 

KŚ – My też ją stosujemy u naszych koni. Marysia Heydel przekonała nas swoją wiedzą, jest przecież biotechnologiem.

A – Jako osoba z branży medycznej (śmieje się) uważam, że to świetna rehabilitacja, no i oczywiście profilaktyka, żeby konie były w formie i nie miały przerw w treningach. Moje konie mają też masaże, bo magnetoterapia to nie masaż. No i dieta również jest odpowiednio dopasowana. Jak jestem w stajni, to oprócz swoich koni jeżdżę też często konie pani Ilony lub innych zawodników.

 

KŚ - A Ty, Wiki? Jakie masz plany? Ostatnio widzieliśmy się na klinice z Albertem Voorn, gdzie byłaś najmłodszą uczestniczką…

W – Ja jeżdżę i startuję od trzech lat na naszym rodzinnym kucyku Koekoekshof Mariska. Jest to 17-letnia klaczka, na której wygrałam HPP w 2018 roku, zdobyłam brązowe medale na MP w 2019 i 2020 roku, Cavaliadę Future w Krakowie w 2019 roku i wiele innych zawodów ogólnopolskich…

A Wiktoria


KŚ - Wow, ale macie sukcesy!

W- Ale zaczynam z niej wyrastać!  Bardzo chciałabym podać jej jakiś hormon wzrostu, bo duży koń taki jak Mariska to marzenie! (śmiejemy się wszyscy). Ale mam nadzieję, że jeszcze trochę na niej postartuję.  Powoli jednak zaczynamy się rozglądać za dużym koniem.

 

KŚ - Mimo swojego wieku Mariska ma świetna formę! Widzieliśmy to na klinice w Bobrowym Stawie!

W - Tak, ona kocha skakać i jeździć na zawody …

 

KŚ - Bo kocha Ciebie, Wiki, koń zawsze oddaje dobro, które dostaje…

W – Ciągle jest bardzo do przodu. Bardzo dbam o jej kondycję, zawsze jej zakładam ice-vibe’y po skokach, ochraniacze magnetyczne i zawijam ją na noc. Czasami tez mogę skorzystać z tej samej terapii, co konie moich sióstr, bo mój trener, pan Paweł Kaliciński, kupił Biomag Vet do naszej stajni. Rozpieszczam Mariskę strasznie i ciągle daję marchewki i jabłka i cukierki. Ona to uwielbia!

 

KŚ – Masz możliwość jeździć na innych koniach?

W - Tak, czasami wsiadam na inne konie w stajni… Jak mam czas, to pomagam mojemu trenerowi jeździć konie, które są u niego w treningu.

 

KŚ - Jak zawodowy jeździec…Ile masz lat, Wiki?

W - Trzynaście.

 

KŚ - Czy denerwujecie się, kiedy jedna z Was jedzie konkurs?

K - Tak, wszystkie trzymamy mocno kciuki …

 

KŚ - A my trzymamy kciuki za Was wszystkie! Życzymy powodzenia w nowym sezonie i do zobaczenia na zawodach!